Alter ego

Najpiękniejsza wśród gwiazd... Jak bardzo żałuję, że nie leżysz w mojej szkatule z biżuterią... Mogłabym Cię wtedy zakładać każdego ranka i tulić do swej piersi niczym ciepły rubin lub jaspis. Hołubię Twe ezoteryczne piękno mimo nieosiągalności Twojego ciała. Chciałabym Cię posiadać, ale zdaję sobie sprawę, że jesteś tak samo nierealna, co ja... A ja chcę mieć w Tobie pokorną uczennicę. Moją electę, moją efendi i bakałarza. A Ty tak bardzo nie należysz do mnie. Do mych ust, lędźwi, trzewi i jaźni. Ugość się w mojej głowie i tak zasypiaj ... istoto piękna.


skomentuj (0) deathwish 2012-02-17 12:58:47

Fundament kłamstwa

Zimny papier widzi, jak rytmicznie falują jej piersi. Ona nie dostrzega mojej obecności – zdaje się ignorować, jakby pochłonęła się i zatraciła w letargu wyświetlanych na telefonie słów. Trochę sennie. Jej oczy zerkają leniwie, raz po raz, w moim kierunku. Wie, że mój wzrok od dawna utkwiony jest w jej twarzy. Nie potrafię skupić uwagi na niczym innym. Wyssała z moich ust całość skupienia.

Zasypia powoli. Miarowo i spokojnie ważąc oddechy przedłużające chwile bycia – niebycia.

Jej nadgarstek przyozdabia niepotrzebny element. Symbol przywiązania do rzeczy małostkowych. I pragnę, abym to ja znalazł się w tym miejscu. Gdzie cudze oczy skupiają uwagę. Niepotrzebnie, tkliwie i zgubnie. Tkwię w tym. Każda moja późnonocna podróż rozpoczyna się i kończy od poszukiwania jej wzroku. Nadaremnie. Potem jest już tylko zimno.

Usta jej są chłodne i wypełnione zobojętnieniem. Albo tylko ja chcę je takimi widzieć. Bo lubię umartwiać się nad swoim parszywym losem.

Nie umiem już tak oddziaływać, jak dawniej. Tęsknię za tym, tak jak tęsknię za jej wargami i uśmiechem. Jak za niskim basem ciepłego „dobranoc”, za szczerością jej lędźwi i nienawistnym spojrzeniu w rozmowach o muzyce. Zbyt długo czekała na kartkę, moja wina, której nie potrafię zaspokoić. Po co umieszczać kolejne lalki pod szklaną kopułą? Już dawno ją rozbiłem.

Jest ze mną. Jest moja, choć nieosiągalna. Nadal będę czekał na jej wzrok w czasie odpoczynku.

Jestem w niej, nie tak jak kiedyś – tak jak teraz.


skomentuj (1) deathwish 2012-02-09 12:04:04

Ja, Klaudiusz albo Mizoginia
Tolerujemy:
- wysokie podatki
- niski poziom zatrudnienia
- krzywdzące prawo pracy
- fatalny system emerytalno-zdrowotny
- horrendalne cany paliw, jedzenia
- niski poziom świadomości społecznej
- "niekochane dziecko reformy"
- ogromny odsetek studentów bez przyszłości
- niewygodne prawo dla młodych przedsiębiorców

Wychodzimy na ulicę odziani w maski człowieka, o którym nic nie wiemy,

protestując prawo, którego nie czytamy,
łżąc, że to kropla przepełniająca czarę goryczy.

I tylko dlatego, że Ktoś odbiera nam wolność, której definicji nie znamy.


Zupełnie tak, jakby protestować, że gwałciciel rąbiąć nas w dupę, nagle przestał głaskać nasze włosy.


skomentuj (0) deathwish 2012-02-09 11:55:07

Sinusoida cyklotymii

Wyjątkowo ciepły grudzień mamy tej dziwnej zimy. Jedyny śnieg, jaki było mi dane obserwować, był na dalekim południu kraju. Może to i lepiej? Dzięki temu pociągi zjawiają się z zaledwie dziesięciominutowym opóźnieniem. I jakby atmosfera zbliżających się Świąt mniej nachalnie prze ku moim oczom, uspokajając w wystarczający sposób moje zmysły. Nie mam prawa stwierdzić, że grudzień będzie niefortunny dla mnie. Może z kilkoma wyjątkami, niewielkim stresem i frustracją. Ale to da się odrobić, odkuć i wyprostować. Przesunąć w czasie o miesiąc – dwa, nie będzie to wielkim problemem.

Niedawno narzekałem na nadmiar snu, teraz powoli wracam do normy jego niedoboru. To zadziwiające, jak szybko człowiek potrafi się przystosować do aktualnej sytuacji. Do czasu marnowanego w jedynej linii metra, pociągach i autobusach.

Moje pokolenie nie jest zdolne do poświęceń. Nie jesteśmy lojalni, potrafimy sprzedawać wszystko i wszystkich. I sami handlujemy swoim ciałem oraz duszą. Za lepsze warunki, wygodniejszy transport, brak formalizmu. W zamian jednak dostajemy takie samo gówno na srebrnej tacy, jakie dajemy w postaci swoich usług. Czarująca to perspektywa, ale czego oczekiwać więcej? Trudno będzie zostać Midasem, z jednej strony żądając sławy, tytułów i korony, a z drugiej wysypywać na innych fekalia z dziurawego rękawa.

Kusi mnie łatwość. Mgliste zapewnienie czegoś, co najpewniej nigdy nie nastąpi. To urocze być dzieckiem przełomu wieków.


skomentuj (0) deathwish 2011-12-14 20:27:58

Jan Pokój

Zacznij wiolonczelą. Piano pianissimo. Dodaj staccato skrzypiec. Poco a poco crescendo. Zagraj jeszcze raz to samo. Sforzato na ostatnich szesnastkach. I znów crescendo od mezzo piano aż do crescendo mezzo forte. I fletnia Pana. Bardzo legato. Delikatnie narastając. Akcent na drugą nutę każdego taktu. I nagle crescendo. Do forte. Do fortissimo! I kotły. Tu jest finał, to najważniejsza część utworu.  Marszowo. I subito piano. Same flety i smyczki. Dziwna celtycka gitara w tle. Sforzato na pierwszą. Znów kotły. Ale jakby mezzo forte. I diminuendo. Piano pianissimo Koniec.

Widzisz już kolory?


skomentuj (2) deathwish 2011-11-24 16:05:19

Gordon

I to wszystko. Dzieci krzyczą za oknem – nie wiedzą, co na nie czeka. Interesują się wyłącznie drobnymi na słodycze, kolejnym dzwonkiem na przerwę i zbieraniem jesiennych liści. Nie bacząc na ryzyko wdepnięcia w nieposprzątaną psią kupę. A czeka na nie świat bezduszny, niemy. Pozbawiony wartości i zatracający się w sobie. Wirujący w śmiertelnym tańcu unicestwienia. Chcący jak najwięcej zagarnąć dla siebie.

Perspektywa ogranicza się tylko do trójkolorowej elewacji sąsiedniego budynku, niezmiennego od lat. Zupełnie jak moje życie – niby występuje w nim jakiś koloryt, ale wszystko pozbawione jest smaku, nowości, oddechu i zmian. Z pominięciem wałęsających się gołębi obsrywających dachy. Jednakże one nie mają wielkiej roli, dodają wyłącznie odrobinę ruchu do wszechobecnej stagnacji zarówno mięśni, jak i umysłu.

Użalanie się nad sobą weszło mi w krew. Prawie tak mocno, jak okłamywanie samego siebie. Zawsze bałem się ryzyka udając tylko, że mam je głęboko w krwi i jest ono czymś zupełnie normalnym. Przykład? Nawet gry rozpoczynam od przeszukania Internetu, aby znaleźć rozwiązania gotowe, podawane na tacy definicje, środki i kody.

Jem bez apetytu, a jednak wciąż tyję. Już nawet w obecności rodziców wciągam brzuch. I oszukuję się, że od jutra wezmę się za siebie i powstanie coś z mojego martwego, rozpadającego się truchła. Moje opus magnum. Mój własny pan Comstock.

Rutyna. Coraz mniej smaku. Coraz mniej energii. Coraz mniej możliwości i propozycji. Pesymizm godny dekadencji końca wieku…


skomentuj (4) deathwish 2011-11-16 15:08:43

Dzień jak co dzień

Fałszywymi obowiązkami staram się wypełnić lukę w mojej głowie. Sam już nie wiem, co o tym myśleć. Powoli czuję, jak rozwijają się moje zwoje. Tylko kilka perspektyw trzyma mnie w kupie. Plany, które poszły z dymem – powoli się z tym godzę. Po dwudziestu czterech latach mogłem przyzwyczaić się do dawani się rąbać w dupę. Do bycia jedzonym psem.

Potencjał to nie wszystko. Napięta w procy guma sama nie wystrzeli, ktoś musi jej pomóc. A cele mijają w przechodzą przed oczami. I dopiero po tym orientuję się, że nie trzymam nic w dłoniach.

Czasem żałuję, że nie jestem prymitywem. Ale, czy świat byłby wtedy prosty? Byłby taki sam, jedynie opisywany przy pomocy innych słów.

A ja pragnę tylko jednego. Chcę być znów potrzebny, czuć, że żyję, że daję innym dobro i szczęście.

Śniadanie, pies, odkurzacz, zmywarka, kurz, pies, brak apetytu, poczta, próba, sen.

Długo tak nie wytrzymam…


skomentuj (5) deathwish 2011-10-28 13:23:49

29.09.11

Muzyka w mojej głowie. Walc, prawie jak ten od Weilla. I dobry film. Romantyczny, ale wyłącznie w samotności. To fałsz, że romantyzmem można się rozkoszować we dwoje. Prawdziwe przeżywanie istnieje tylko w samotności. Po odnalezieniu subtelnej granicy pomiędzy osamotnieniem i tłumem.

Kiedy własne myśli są jak nuty, a te jawią się w głowie niczym kolory. Bo muzyka jest barwą duszy. Ci, którzy czują nie potrzebują dzielić się wrażeniami. Po prostu je mają. Bo skoro istnieje, zdaje się, łaska wiary, to egzystować musi łaska czucia barw duszy. Uwewnętrznianych z pomocą bodźców. Takich, jak starania kelnerki o odnalezienie odpowiedzi, czy duch ze zdjęć istnieje. Bajdurzenie.

Muzyka w mojej głowie. Ale jakby ciszej gra. Oczekuje na nieznośny szczęk klucza w zamku. Aby czym prędzej uciec powrotem w swoje szesnastki i pauzy ćwierćnutowe. Przygasa, bo zaćmiewa ją racjonalizm myśli. Stres analogiczny do strachu dzieciństwa. Z tą różnicą, że o sprawy inne. Które i tak po latach wydają się trywialne.

Muzyka myśli jest kwintesencją. Nie przyozdobi jej prawdziwy dźwięk. On będzie zaledwie onomatopeją…


skomentuj (0) deathwish 2011-10-26 19:15:40

Szybka spowiedź

Marazm sprzedawany w każdej postaci, oprócz związków farmakologicznych. Wystarczy tylko zbyt wiele sobie wyobrażać, aby w niego popaść. Powolutku lub raptownie – jedno było. Faktem jest, że rozkręca on zwoje bardziej, niż oglądanie Wesołowskiej. Szczególnie, gdy człowiek urodził się z predyspozycjami do „bycia gwiazdą”. W końcu nie każdy może sobie pozwolić na takie fanaberie. Mentalność gwiazdora to ciężka przypadłość. Budzisz się z przeświadczeniem, że możesz zbawiać świat i nie możesz iść umyć zębów, ponieważ w każdej chwili może zadzwonić prezydent Mozambiku z prośbą (albo błaganiem) o wynalezienie szczepionki na AIDS, bo jego córka późno wróciła wczoraj z imprezy i dziwnie się zachowuje.

Mentalność gwiazdy uzależnia. Powoduje, że twoje ego urasta do niebotycznych rozmiarów, że jedyną dla niego granicą są twoje odstające uszy. Problem pojawia się, gdy potrzebujesz możliwości wykazania się, a rzeczony prezydent jednak nie dzwoni. Nie dzwonił wczoraj, dziś, trzy dni temu, za cztery tygodnie… nie zadzwoni nigdy. I nagle, jakbyś został uderzony kafarem w głowę. Ogłusza, otępia, rozpuszcza synapsy. W twoim mózgu jawisz się, jako zbawca świata i każdemu chcesz nieść radosną nowinę, ale… nie ma żadnych nowości. A jeśli są, to co kogo obchodzi śmierć Kaddafiego, skoro na fajki musisz brać od mamy?

Polskie komedie pomimo swojego skretynienia niosą czasem złote myśli. W „Pieniądze to nie wszystko” pada zdanie: „Bezrobocie? Eee… najgorsze pierwsze dwa lata, potem idzie przywyknąć”.  Ja… nie przywykam.

Bo od pierwszego dnia na studiach, od pierwszej transzy stypendium sądziłem – jak Miałczyński – o swojej niezawodności. A tu? Jakby ktoś mi w mordę dał. I każdy plan legnie w gruzach. I kolejny, i jeszcze jeden, i następny. Bo jakoś… nikt nie wierzy mojej szczerej, robotniczo-chłopskiej twarzy, że umiem i uczę się lepiej i szybciej niż koreańskie noworodki.

Więc ssij kutasa marazmu i otępienia niezaradna dziwko, ssij go ładnie i powoli.


skomentuj (0) deathwish 2011-10-26 19:02:10

Słowacki parapet
Jak często w życiu obchodzi nas
zeszłoroczny śnieg? Pewnie moglibyśmy
policzyć na palcach wszystkie powiązania,
przykłady, aspekty...
A jeśli zeszłoroczny śnieg łamie
serce na tysiące drobinek i rozrzuca
je ponad horyzontem?
To też nie jest przecież ważna
sprawa. Jak zimna kawa.
Jak opróżniony dzban; przeciągnięty
na lewą stronę sweter.
A jeśli śnieg skłamał i idiotycznie
roztrwonił drobinki serca miast
je połatać? Teraz to już
nie ma wpływu... Kłamstwo!

Nadal nie jestem gotowy, aby
zapomnieć kolor oczu.
Widzę go przecież w bezchmurnym
letnim niebie. W złowróżbnych
wodach jeziora - tego, które
znam całe życie.
Zawsze w pierwszej linii -
- natychmiastowy ochotnik wyznaczany
do różnorakich misji. Łamacz
serc niewieścich. Twarde, nieczułe
truchło mogące jednym gestem
zdobyć się na anihilację
innych jaźni! A gdy staje
naprzeciw serca? Zjada je?
A gdy rzucaj
ą mu pod nogi
jego własne se
rce? Jest
tak samo nieugięty w swych
liberalnych zasadach?
Sam kłamie perfekcyjnie, kłamstwa
wobec siebie nie znosi.
Złotousty tkacz nienawiści o ptasim
nazwisku.



Circa XI MMVI

skomentuj (6) deathwish 2008-11-10 12:31:20



Księga gości

» Zobacz
» Wpisz się



Archiwum

2012
luty
2011
grudzień
listopad
październik
2008
listopad
sierpień
lipiec
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień



Linki

Specyficzne
napiłbym się...
der-heisse-enrico
ogrish.com
ugly people
celebrity morgue
dailyrotten
rotten dot com
die-geile-anke
b-mezine

Muzyka
gorill@z
gentleman
raz dwa trzy
deep forest
pidżama porno
ramms+ein
dark man x
bad religion
disturbed
róże europy

Informacje
oceny.biz
rygorystyczne
info o mnie






performer deathwish